Rozmowa dwóch takich o wszystkim i o niczym.
RSS
niedziela, 06 maja 2012

Chyba w swoich idealistycznych zapędach jestem maksymalistką. I skazuję się na samotność z racji istnienia w mojej głowie ideału. Tego, jak powinna wyglądać relacja - miłość - po prostu oczekuję bezwarunkowości (pomijając warunek wzajemności) (uśmiech). Takie wymagania rozwaliłyby może każdą relację.

Cóż.

Z moją świadomością braku gwarancji - nigdy nie czułabym się spokojnie, bo wiedziałabym, że kiedyś z racji tego, że nie będę w stanie utrzymać się na powierzchni - zostanę porzucona.

 

Zadziwiające jest też to, że ładnieję, gdy przyjmuję za pewnik to, że będę sama. Zastanawiające.

Jak jakieś fatum, przekleństwo niespełnienia.

 

Czy chęć bycia kochaną w swoim najgorszym wydaniu jest czymś złym ?

Na pewno czymś skazanym na porażkę. Raczej skazanym na porażkę. (Uśmiech.)

22:00, kseniatrustrus
Link Komentarze (4) »
niedziela, 22 kwietnia 2012

Czytając o tym, że "zakochanie rozkwita pragnieniem, a miłość wolą" znowu zauważyłam, że Marka D. - "pokochałam go siłą woli"

hm i było to mozolne staranie się - może dlatego tak dobre

brawa dla mojej imaginacji

23:39, kseniatrustrus
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 kwietnia 2012

21:20, kseniatrustrus
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 kwietnia 2012

Chciałabym by Bóg usuwał z mojej drogi nieżyczliwych mi ludzi - bym ich mijała. Chciałabym by Bóg dał mi odpowiednią perspektywę do oglądania rzeczy takimi jakimi w istocie są. Chciałabym by dał mi dystans przywoływany na magiczne hasło. Bo przecież moja emocjonalność, wczuwanie się, przeżywanie bywa czymś pozytywnym. Chciałabym by Bóg uzdrowił moje ciało i duszę - nie niszcząc mojej hierarchii wartości. I by zapewnił mi wolność w moim błądzeniu (bo czuję się w opozycji do nauk Biblii - nie nadaję się i nie chcę nadawać się do anielskich chórów).

No to chyba nie tak wiele... (uśmiech). Tak - wolność, zdrowie, wsparcie, ochrona - a jeszcze lepiej - usuwanie z mojej przestrzeni - nieżyczliwych. Proste. Gładko, prosto, do przodu. Bo w życiu trzeba też się dobrze bawić - i gdy jesteśmy swoją najlepszą wersją, gdy jesteśmy na wskroś sobą - chyba osiąga się ten stan.

22:42, kseniatrustrus
Link Komentarze (1) »
Piosenka dla Weroniki - abstrahując od tytułu... ;)

czarne koszule - ach te czarne faszystowskie koszule - mają jakiś urok zdecydowania

chętnie nosiłabym czarne koszule i krawaty ;)

22:29, kseniatrustrus
Link Dodaj komentarz »

Prawdopodobnie jestem samotnikiem. To efekt uboczny trybu życia i doświadczeń ostatnich lat. Dobrze mi z tym. Jako "dziwak" kultywuję tę nieodłączną, emblematyczną cechę dziwaków.

Niesamowitości. To tylko po to by pisać, tworzyć. By kreować nowe światy - odskocznie dla innych i zarazem coś, co jest dla piszącego codziennością.

Drapieżności. Cóż. czasami myślę - czy to ja widzę wszystko na opak? Czy może inni nie pojmują tego, co mówi się jasno - krok po kroku. Wiem też, że potrafię być niezłym demagogiem - pokłosie matematycznej logiki ubranej w kult słowa. Jednak jest we mnie też pragnienie prawdy.

Ciekawe, czy inni mają również świadomość trudności w porównywaniu cudzych światów? Tak łatwo mówić - zrobiłabym to czy to. 

Mam łatwość w imputowaniu? Mam łatwość w dopowiadaniu. Mam łatwość w tworzeniu różnych rozwiązań. Tak - tłumaczę sobie rozmaite zdarzenia. Cudze motywy. Może powinnam swoje. Mogę - i właśnie dlatego mam świadomość, że muszę nad sobą pracować. Bycie fair daje wielki luksus - drążenia w innych - bo w sobie mamy już utrzymywany regularnie ład.

Czy to moje myśli, moje nastawienia czynią mi krzywdę? Moje błędy - złe decyzje? Przypadki?

Może lepiej na tym poprzestać. Bo przecież nie cudze myśli, nastawienia - które oczywiście mogę odczytywać źle. Ale? Czy aby na pewno? Rozwinęłam się dzięki mojej niegdyś rozchwianej osobowości - może zbyt się już usztywniłam. Może nie rozumiem. Albo prawda byłaby nieprzyjemna.

 

Dla mnie. Lub dla kogoś. A jednak - prawda jest O.K. Jest namiastką sprawiedliwości - której i tak nie ma. Lub jest, lecz nie taka jaką sobie wyobrażamy i jakiej uczymy dzieci.

Czego nie lubię - hipokryzji. Sprzeczności między słowem a czynem. Może sama wytwarzam taką sprzeczność? Nie widzę jej.

Patrząc na Ciechowskiego jestem przekonana, że musi mieć kilka planet w znaku Barana.

22:05, kseniatrustrus
Link Dodaj komentarz »

Zaczynam odczuwać ułomności ciała. Zastanawiam się, czy przed godziną nie dorobiłam się przepukliny. Starzeć zaczęłam się szybko - zapewne z racji małej dbałości o siebie, a może felernych genów. A może to starcze otępienie ducha przerzucało się na ciało. To zastanawiające, bo jednocześnie, gdy dbam z lekka o siebie pierwsze wrażenie odmładza mnie niemal o dziesięć lat. Nie wyglądam na kobietę - a na dziewczynę. To dlatego, bo się nie maluję i chodzę często w bluzach.

Mam też z lekka dziecięcą urodę.

Stany zawieszenia - obecne przy spowolnionej egzystencji - powodują o stałe ocieranie się o granice. To coś, do czego nawołują księża w czasach postu chociażby - o chwilę refleksji.

U mnie to stan dość naturalny. Choć może bardziej płytki - jednak ze świadomością kresu - gdzieś niemal za ścianą.

Nie można zaniedbywać nawet czegoś, co wydaje się nam dla nas naturalne. Nie można sugerować się innymi. Cóż z tego, że inni rządzą się innymi normami. Nie należy naginać się do cudzych zasad, gdyż w ten sposób nie odnajdzie się satysfakcji.

Cóż mogą robić starzy ludzie? Mogą pisać niemal szklanymi dłońmi książki. Ponoć śnieg najpiękniejszy wydaje się zza krat. Więc po cóż te moje niedoskonałości? Bym lepiej czuła świat? Bym umiała go bardziej wyrażać - zamiast przeżywać?

Chcę pracować nad sobą duchowo - by nie upadać. Muszę podjąć się tego jeszcze raz. Może od tego trzeba zacząć.

Nawiedzają mnie machinalne destrukcyjne myśli. Niebezpieczne. Muszę potem cofać się w  głowie i je odkręcać. Zmieniać bieg obejrzanych już w myśli wypadków.

21:38, kseniatrustrus
Link Komentarze (2) »
piątek, 23 marca 2012
Jak uschnąć?

Uważam, że czasami najlepszym rozwiązaniem problemu jest rezygnacja ze sfery, w jakiej on występuje. W moim wypadku chyba przymus rezygnacji.

 

Mam lat 27, 28.

Jestem i byłam sama.

Myślę, że nie ma osoby, którą mogłabym kochać i jednocześnie która potrafiłaby mnie kochać bezwarunkowo.

Pragnienie bezwarunkowości powoduje, że nie zdobędę się na własny rozwój, doskonalenie, czy udowadnianie komuś czegoś, walczenie o kogoś.

Jedynie miłość bezwarunkowa wydaje mi się wartościowa.

Być może jestem nademocjonalna - tym gorzej - muszę umieć zrezygnować ze sfery prywatnej, z marzenia o związku.

Jak żyć ze świadomością, że będzie się samemu przez całe życie?

Niektórzy mogą powiedzieć - po co zakładać od razu taki scenariusz, może w wieku lat trzydziestu, czterdziestu - a może nawet pięćdziesięciu znajdziesz kogoś odpowiedniego.

Zadałabym wówczas pytanie - jak długo byli w swoim życiu samotni?

Poza tym - moje oczekiwanie na kogoś, kto by mnie pokochał polega na zawalaniu moich spraw i stagnacji - bo przecież ten ktoś powinien umieć mnie kochać też w mojej najgorszej wersji.

Tak niestety jest.

Dlatego mam problem.

Coś jak czar, zaklęcie.

Skupić się na ciele, na umyśle. Przez lata tak było - kiedyś - do załamania. Przesilenia. Utraty sił.

To już nie zależy ode mnie - jestem za słaba, by czekać. Prawdopodobnie jakaś szansa, która pojawiłaby się zbyt późno - późno - wprawiłaby mnie jedynie w stan rozgoryczenia.

Żeby się rozwijać - potrzebowałam i potrzebuję uczuć. Ale nie znalazłam tego.

Muszę znaleźć inne definitywne rozwiązanie.

Ja - zawsze sama. Tak - sama.

Pasja? Tylko pasja i nie zastanawianie się nad stanem obecnym. Człowiek, który nie był tak jak ja - stale samotny - tak naprawdę nie jest w stanie zrozumieć, o co mi chodzi.

Tak łatwo deprecjonować związki, jeśli się z kimś tak ot - jest. Wolność - tak, to coś, co można hołubić. Co może pocieszać. Bawić się życiem - ryzykować - bo przecież - życie i tak nie ma większego znaczenia - nie żyję dla kogoś. Strat nie będzie. Można ryzykować.

 

Tak - to powinno mnie uwalniać. Powinnam ryzykować - to jest sposób na samotność.

Najbardziej śmieszą mnie wypowiedzi osób, które w momentach krytycznych swojego życia lub przez cały czas rozwijania kariery - trwały z kimś, przy kimś.

Brakuje im mojej perspektywy - na ich szczęście.

Mogę bez problemu zostać męczennikiem idei. Brawo.

23:53, kseniatrustrus
Link Komentarze (1) »
piątek, 09 marca 2012

Pisanie, pisanie dla siebie daje, pozwala mi poczuć ulgę. Choć próba wysławiania tego, co czuję, co leży mi na sercu, czy pałęta się w myślach, za każdym razem sprawia mi trudność. Wiadomo, można się wprawiać - to, że mogę tu pomarudzić - pozwala mi sklecać sensowniejsze, spójniejsze zdania.

http://www.youtube.com/watch?v=mVLJkIZvFlo&feature=bf_play&list=PL068BADA93D05AB8F

Drewniany szczur i ognisty wąż daje burning trees. Drewniany szczur, drewniany smok i zachodnie ogniste znaki barana, lwa, też i skorpiona - burning trees.

I'm burning trees. Gotowa do bycia silną. Gotowa do bycia z kimś słabszym, potrzebującym mojego oparcia i mojej siły.

22:54, kseniatrustrus
Link Dodaj komentarz »
Sama. "She's burning trees."

Bycie samą, może samotną - daje nam jednak przestrzeń pozwalającą chociażby na swobodny rozwój myśli.

Powinnam z tego korzystać. I nie omieszkam. Uwielbiam medytację - wizualizację firewalla.

Chyba ogień jest mi najbliższy. Jak z piosenki "Supergirl": "she's burning trees".

22:43, kseniatrustrus
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 97